poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Muszę się przyznać...

Miałam małą, chwilową załamkę. Złapał mnie weekendowy dołek. Poczułam się znowu grubo, źle i nie tak, jak dawniej. Było to na szczęście chwilowe załamanie, spowodowane tym, że jak spojrzałam na siebie w lutrze to uciekałam od niego jak najszybciej, ponieważ nie mogłam patrzeć na świnkę Balbinkę. Czasami nawet najlepszemu może się zdarzyć taki dzień. Dziś już wstałam z innym nastawieniem. Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia!! Tylko to mnie zaprowadzi do moich ideałów, a nie marudzenie o moich kompleksach. Wstałam, zrobiłam przysiady, zjadłam śniadanko, troszkę poleniuszkowałam, a potem... razem ze szwagrem, rozkładaliśmy gwiazdkowy prezent dzieciaków, tj. TRAMPOLINA! Super sprzęt do zabawy, ćwiczeń i wspólnego spędzania czasu. Ja na trampolinie nadrobiłam zaległe 300 przysiadów z podróży plus wiele więcej podskoków z maluchami, ale to była radocha! Od razu chcę się żyć. Tak więc wracając od A. (siostra) wpadłam na kolejne postanowienia. Bieganie! Rower! Ewa Ch.! Przysiady! Zdrowe jedzenie! I do przodu! Jesteście ze mną?!

Pozdrowionka
CG.

P.S Fotki z Grecji jeszcze będą - Obiecuję

W ciuchach roboczych, wypróbowanie trampoliny ;)
Nie poddam się!!

1 komentarz:

  1. każda z nas przeżywa chwilowe załamania ;-) oby były one tylko chwilowe :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń